„Marlow umilkł i siedział na uboczu, niewyraźny i milczący, w pozie medytującego Buddy. Przez jakiś czas nikt się nie poruszał. – Straciliśmy początek odpływu – rzekł nagle Dyrektor. Podniosłem głowę. Otwarte morze było odgrodzone czarnym wałem chmur, a spokojna droga wodna, prowadząca do najdalszych krańców ziemi, ciągnęła się mroczna, pod zaciągniętymi chmurami niebem, zdając się prowadzić do serca niezmierzonej ciemności”